Przywódcy naszego państwa zapomnieli, że rządzić znaczy przewidywać, choć najpierw zapomnieli, że są przywódcami państwa, odpowiedzialnymi za przyszłe pokolenia Polaków. Zamiast przywództwa narodowego mamy więc „klasę polityczną”, toczącą ze sobą nieustające propagandowe kłótnie o władzę. Uczestnicy tych bojów nie myślą, że ich wzajemne ataki systematycznie, niczym brudny ściek, podmywają sam autorytet Rzeczypospolitej. Najwyraźniej państwo ma dla nich wartość o tyle, o ile sami nim rządzą. Na tym polega dramat (sub)kulturowego zwycięstwa postkomunizmu. Przyszłość, która dla owej „klasy” się liczy – to przede wszystkim najbliższe wybory. Dla ogromnej części społeczeństwa wystarczającą gwarancją dobra wspólnego jest niedopuszczenie do władzy nielubianej partii. Najważniejsza staje się więc nie organizacja opinii publicznej wokół konkretnych postulatów polityki polskiej, ale – walka z innymi Polakami. Dobro wspólne narodu po prostu identyfikują z partią. dobro wspólne narodu po prostu identyfikują z partią. Tymczasem żeby zrealizować dobro wspólne trzeba obrawszy właściwe cele – znaleźć odpowiednie środki ich realizacji. A przywódcy muszą – w poważnej debacie – proponować społeczeństwu opcje. Marek Jurek GN 48/25






