wtorek, 16 czerwca 2026

Niszczy nas wiele rodzajów zła

 


Chora jest u nas nie tylko władza, ale także przede wszystkim społeczność. Rząd ten musi upaść. O wiele bardziej powinny nas martwić patologie ducha, jakim ulega wciąż znacząca część społeczeństwa polskiego. To one sprawiają, że najgorszy w historii rząd ciągle trwa i cieszy się poparciem znaczącej grupy ludzi. Bez wątpienia rząd ten szkodzi wszystkim, również tym, którzy go popierają, ale miłośnicy tego rządu wolą cierpieć z jego ręki katusze, niż przyznać się do tego, że ktoś inny w czymś ma rację i jest coś lepszego niż to chore, destrukcyjne, nieudolne rządzenie. Odsłaniają tym samym, że ich sumienia spętane są pychą, a ta nie tylko ich zaślepia na poznanie prawdy, ale także zniewala i czyni zakładnikami własnej głupoty. Po pierwsze, trzeba się zawsze strzec pychy i wszelkich jej przejawów, samej głupoty. Po drugie, należy dla naszego całego życia społecznego nie tylko szukać ludzi prawych, ludzi sumienia, ale także podejmować czynną pracę nad uzdrowieniem duchowym społeczności. To drugie zadanie jest najtrudniejsze, gdyż liczne wojny, lata niewoli i zależności od obcych wyrobiły w społeczności polskiej wiele wad cechujących ludzi marnych, wyrobiły lekceważenie pracy organicznej w dziedzinie doskonalenia ducha. My jednak pamiętajmy, że ludzi marnych nie tyle trzeba kokietować i „przekupywać” (co niestety czynią dziś liderzy partyjni), ile w pierwszej kolejności należy ich wychowywać, przywracając im świadomość własnej godności, ale także ich własnych obowiązków, jakie mają wobec siebie, rodzin, Narodu, państwa i Pana Boga. Gdy pracy tej nie wykonamy, możemy się wciąż spodziewać w polityce polskiej „kariery niejednego Nikodema Dyzmy” i niczego dobrego więcej. Prof. Paweł Skrzydlewski
Artykuł opublikowany na stronie: https://naszdziennik.pl/polska-kraj/330016,chora-wladza-i-chore-spoleczenstwo.html

Prymas Tysiąclecia niczego nie chciał dla siebie


 Prymas bardzo lubił wyjeżdżać w góry. – W czasie wakacji jego wielką radością były rozmowy z góralami. Często podchodził do dzieci, błogosławił je. Rozdawał im cukierki, a potem chodził i zbierał papierki – uśmiecha się Anna Rastawicka. Przypomina sobie, że kardynałowi bliskie były sprawy rolników. Znał się na rolnictwie. Chodząc po górach, zatrzymywał się czasami przy kopkach siana i z upodobaniem wdychał ich zapach.
Żył w prawdziwym ubóstwie, które było prostą konsekwencją całkowitego oddania się na służbę Bogu w Kościele. – Był człowiekiem niewymagającym. Gdy od Polonii amerykańskiej dostał elegancki samochód, przekazał go do Sekretariatu Episkopatu dla zagranicznych gości. Mówił: „Ja bym się wstydził takim samochodem podjechać na wizytację do wiejskiej parafii”. Jak pamiętam, miał jeden samochód, który dostał od Polonii brytyjskiej i nim całymi latami jeździł – opowiada pani Anna. Pamięta też, że prymas bronił się przed wystawnymi przyjęciami. – Prosił siostry zakonne i proboszczów, żeby tego nie było, bo jest bieda, bo nie ma pieniędzy. Niczego nie chciał dla siebie – zapewnia. 
Osoby z otoczenia kardynała Wyszyńskiego dostrzegały, że był to człowiek wolny od ziemskich przywiązań. kardynał Wyszyński nie widział potrzeby zaopatrywania się we wciąż nowe rzeczy. – Przez te wszystkie lata, kiedy pracowałam na Miodowej, nic nie zmienił w wystroju domu. Nie pamiętam, żeby choć jeden mebel przybył. Naprawdę niczego nie chciał dla siebie 

sobota, 13 czerwca 2026

Utonęła ratując współsiostry

 


Sycylia pożegnała 13.05.26  45-letnią siostrę Nadir Santos da Silvę. Utonęła ona w morzu na południu Katanii, po tym, jak ruszyła na ratunek swoim współsiostrom, które znalazły się w niebezpieczeństwie pośród fal. Siostra Nadir Santos da Silva wraz z trzema innymi karmelitankami spacerowała w wodzie, niedaleko od brzegu. Niewidoczny uskok w piasku spowodował, że siostry, które prawdopodobnie nie umiały pływać, wpadły do głębokiej wody i zostały pokryte falami. Siostra Nadir bez wahania rzuciła się im na ratunek. Trzem siostrom pomogła wydostać się na brzeg, podczas gdy sama utonęła w wyniku wyczerpania i zachłyśnięcia się wodą morską. W młodości była daleka od wiary, określała siebie zbuntowanym punkiem i anarchistką. Jednak moc Ducha Świętego doprowadziła ją do głębokiej przemiany, przekształcając jej dawny bunt w całkowite oddanie się Bogu w Karmelu. Za motto swej profesji zakonnej karmelitanka wybrała słowa Jana Pawła II: „Miłość pozwoliła mi wszystko zrozumieć”. Siostra Nadir pochodziła z Brazylii. Należała do zgromadzenia Karmelitanek Posłanniczek Ducha Świętego. GN 14.05.26 

Andrzej Bobola „robił swoje”.

 


Jego praca to były zwykłe zadania księdza i zakonnika: był on prefektem, nauczycielem, misjonarzem ludowym, kaznodzieją, opiekunem Sodalicji Mariańskiej (czyli – jak byśmy dzisiaj powiedzieli – grup parafialnych) itp. Każdy z nas, niezależnie, jaką ma sytuację życiową, zawód czy powołanie, może poczuć z nim wspólnotę. Andrzej Bobola „robił swoje”- mówi jezuita o. Paweł Bucki, kustosz sanktuarium i proboszcz parafii św. Andrzeja Boboli w Warszawie. GN 14.05.26

piątek, 12 czerwca 2026

Nie chcę tego przypisywać sobie


 Prymas Wyszyński nade wszystko dążył do życia w prawdzie o sobie – a tym właśnie jest pokora. Dlatego starał się unikać laudacji pod swoim adresem. Przed swoimi jubileuszami prosił, żeby nie było przemówień na jego cześć, bo nie chciał, żeby jemu przypisywano jakiekolwiek sukcesy, lecz – zgodnie z jego zawołaniem – „Soli Deo”, samemu Bogu. Był głęboko świadom, że tylko to umożliwia człowiekowi życie w prawdzie.
 Z tego samego powodu kłopot sprawiały mu również życzenia z okazji imienin. Przychodziło wówczas do Domu Prymasowskiego na Miodowej bardzo dużo grup. Anna Rastawicka zapamiętała, że po którymś z takich dni prymas przyszedł wieczorem do kaplicy bardzo zmęczony i westchnął: „Taki trudny miałem ten dzień, bo ludzie tyle chcą mówić człowiekowi pięknych słów, a przecież to wszystko sprawa Boża w moim życiu. Nie chcę tego przypisywać sobie”. –

środa, 10 czerwca 2026

Nic dla siebie - wszystko Soli Deo

 


W 1974 roku, Stefan wyszyński jako kardynał prymas i niekwestionowany najwyższy autorytet duchowy w kraju, wyznał: „Ogromnie lękam się każdej myśli wyniosłej, jakiejś próżności, zadowolenia z siebie, przypisywania sobie czegokolwiek w obawie, aby mnie Bóg nie opuścił. I aby owocność słabej służby człowieka przez to się nie pomniejszyła”.
 Bardzo szanował każdego. Przy stole potrafił z każdym rozmawiać – i z ludźmi polityki, nauki, kultury, i z osobami bardzo prostymi. Dawało się odczuć jego szacunek w odniesieniu do każdego człowieka. 
Nie traktował żadnych usług jako coś, co mu się należy. W codziennym życiu nie odczuwało się jego wielkości. Nigdy nikogo nie upokorzył. Taka postawa prymasa była owocem wytrwałej pracy nad sobą, bo jego wrodzony temperament niekoniecznie pasował do wizerunku człowieka łagodnego. Miał jednak silną motywację: naśladowanie Maryi. Był zafascynowany prostotą i pokorą Niepokalanej. „Wydaje mi się, że najbardziej bezpośrednią Mocą w moim życiu jest Maryja. „Dzisiaj, po 25 latach, lepiej to rozumiem, że w życiu kapłana, biskupa, papieża, Kościoła (...) wszechmocny jest tylko Bóg.

wtorek, 9 czerwca 2026

Plan na samobójstwo państwa

 


Setki dzieci wciąż zabijane są w polskich szpitalach. „Nasz Dziennik” otrzymał najnowsze dane Narodowego Funduszu Zdrowia dotyczące aborcji. W 2025 roku w ten sposób zabito 851 dzieci. Najwięcej w województwach: mazowieckim – 244, dolnośląskim – 134, oraz śląskim – 81. – To jest plan na samobójstwo państwa polskiego – ostrzega w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Barbara Nowak, samorządowiec i pedagog, była małopolska kurator oświaty. Drugi rok z rzędu doszło do sytuacji, w której nie ma ani jednego województwa w Polsce, gdzie dzieci byłyby chronione.
Artykuł opublikowany na stronie: https://naszdziennik.pl/polska-kraj/337553,plan-na-samobojstwo-panstwa.html