410 tys. zgonów rocznie i 240 tys. urodzin żywych – tak to obecnie wygląda. Cały niemal świat mierzy się z demograficzną zapaścią. W Polsce jednak następuje ona z wyjątkowym przyspieszeniem. Żeby liczba ludności nie spadała, potrzebne jest minimum 2,1 dziecka na kobietę. W Chinach ten współczynnik obecnie niewiele przekracza 1. Polska zbliża się jednak do pozycji lidera w rankingu katastrofy. Jest nim Korea Południowa, gdzie ten współczynnik wynosi ok. 0,7. W Polsce schodzimy właśnie poniżej 1. Gdyby taki trend się utrzymał, liczba urodzeń spadałaby w Polsce o połowę co pokolenie. W roku 1960 nasz kraj zajmował 19. miejsce w świecie pod względem liczby ludności. Wtedy Polska miała 29,5 mln mieszkańców, minimalnie mniej niż Hiszpania (30 mln), a więcej niż Turcja (28 mln) czy Egipt (27 mln). W tym roku jest to miejsce 39., między Uzbekistanem a Marokiem. Polska ma 37,3 mln mieszkańców. Dla porównania: Hiszpania ma 49,5 mln, Turcja – 86 mln, Egipt – 107 mln. W roku 2100 Polska ma zajmować 79. miejsce – będzie nas 19 mln. Dwa razy mniej niż obecnie. W tym roku jest to miejsce 39., między Uzbekistanem a Marokiem. Polska ma 37,3 mln mieszkańców. Dla porównania: Hiszpania ma 49,5 mln, Turcja – 86 mln, Egipt – 107 mln. W roku 2100 Polska ma zajmować 79. miejsce – będzie nas 19 mln. Dwa razy mniej niż obecnie. Wszyscy demografowie świata zgodzili się już: migranci zarobkowi nie są żadnym rozwiązaniem tych problemów. Gdzie szukać ratunku? Prof. Andrzej Nowak, GN 9.12.25






