
Zapał
misyjny Kościoła wygasł dziś w dużej mierze z powodu presji świata,
który zakazuje ewangelizować w imię tolerancji. Mówi się: „Niech
chrześcijanie pozostają przy Jezusie, ale inne religie, kultury itd. mają prawo
być sobą i wszelkie próby proponowania im Chrystusa są agresją”.
W ten sposób myśli się także o głoszeniu Jezusa współczesnym
Żydom. W świetle Pisma Świętego to absurd. Wniosek płynący z niego
jest jasny: Chrystus jest zbawieniem wszystkich narodów, kultur, religii. Nie
jest ekskluzywnym dobrem chrześcijan. Jak napisał Jan Paweł II w encyklice
poświęconej misjom, „każdy człowiek potrzebuje Jezusa Chrystusa, który
zwyciężył grzech i śmierć, i pojednał ludzi z Bogiem”.
A w zakończeniu podkreślił: „Jak nigdy dotąd Kościół ma dziś
możliwość niesienia Ewangelii, świadectwem i słowem, do wszystkich ludzi
i do wszystkich narodów”. Pytamy o to, czy Chrystus jest Zbawicielem
także Żydów, czy też mają oni swoją „ścieżkę” do Boga wydeptaną przez historię
wybrania, przymierza, prawo i judaizm. Popatrzmy najpierw na Ewangelię –
Jezus mocno, do bólu (dla Kananejki) podkreśla, że „pierwszeństwo”
w dostępie do Niego mają Żydzi. „Bo dary łaski i wezwanie Boże
są nieodwołalne” – pisze św. Paweł, ubolewając, że jego rodacy
w większości odrzucili Jezusa. Przymierze ma zawsze dwie strony. Bóg
niczego nie żałuje, nie odwołuje, Jego miłość jest niezniszczalna. Ale człowiek
często zawodzi. Żydzi w swojej historii wielokrotnie zdradzali miłość
Boga, zawiedli także w kwestii Jezusa. Paweł mówi jasno o ich
„nieposłuszeństwie”. Nie przestaje mieć jednak nadziei,
że to się kiedyś zmieni. Sednem nie jest nadzieja na zbawienie
poza Chrystusem na mocy dawnych obietnic, ale jest to nadzieja,
że Żydzi kiedyś uznają w Jezusie dar także dla nich. „Bóg poddał
wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie”. To pointa.
Żydzi mają swoje „nieposłuszeństwa” i nie-Żydzi także. Ale Bóg jest wierny
swojej miłości i ona się nie zmieni. Jej mamy zaufać. Ks Tomasz
Jaklewicz, GN 15.08.26