środa, 10 czerwca 2026

Nic dla siebie - wszystko Soli Deo

 


W 1974 roku, Stefan wyszyński jako kardynał prymas i niekwestionowany najwyższy autorytet duchowy w kraju, wyznał: „Ogromnie lękam się każdej myśli wyniosłej, jakiejś próżności, zadowolenia z siebie, przypisywania sobie czegokolwiek w obawie, aby mnie Bóg nie opuścił. I aby owocność słabej służby człowieka przez to się nie pomniejszyła”.
 Bardzo szanował każdego. Przy stole potrafił z każdym rozmawiać – i z ludźmi polityki, nauki, kultury, i z osobami bardzo prostymi. Dawało się odczuć jego szacunek w odniesieniu do każdego człowieka. 
Nie traktował żadnych usług jako coś, co mu się należy. W codziennym życiu nie odczuwało się jego wielkości. Nigdy nikogo nie upokorzył. Taka postawa prymasa była owocem wytrwałej pracy nad sobą, bo jego wrodzony temperament niekoniecznie pasował do wizerunku człowieka łagodnego. Miał jednak silną motywację: naśladowanie Maryi. Był zafascynowany prostotą i pokorą Niepokalanej. „Wydaje mi się, że najbardziej bezpośrednią Mocą w moim życiu jest Maryja. „Dzisiaj, po 25 latach, lepiej to rozumiem, że w życiu kapłana, biskupa, papieża, Kościoła (...) wszechmocny jest tylko Bóg.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz