Przy grypie
czy innych chorobach wirusowych świat nie stał na głowie, tylko lekarze leczyli
ludzi, a szpitale były otwarte. To co dzisiaj się dzieje, czyli zamykanie
szpitali czy odwoływanie zabiegów planowych nie jest działaniem, które jest
słuszne. W ten sposób możemy doprowadzić do nadmiarowych zgonów i to nie z
powodu koronawirusa SARS-CoV-2, tylko z powodu działań podejmowanych na
szczeblu ogólnopolskim przez Ministerstwo Zdrowia – powiedziała poseł Anna
Maria Siarkowska w rozmowie z portalem Radia Maryja. W sytuacji, gdy wirus w społeczeństwie jest
powszechny i swobodnie krąży, wprowadzanie kwarantanny zupełnie mija się z
celem. Nie jesteśmy w stanie kontrolować jego rozprzestrzeniania się.
Jednocześnie bardzo negatywnie wpływa to na życie społeczne i gospodarcze. To
nie ma sensu. RadioMaryja.pl
„Drogie dzieci! Również dziś jestem z wami, by wam powiedzieć: dzieci, kto się modli nie boi się przyszłości i nie traci nadziei. Jesteście wybrani, by nieść radość i pokój, bo należycie do mnie. Przyszłam tu jako Królowa Pokoju, bo diabeł chce niepokoju i wojny, chce wypełnić wasze serce lękiem o przyszłość, a przyszłość należy do Boga. Dlatego bądźcie pokorni, módlcie się i powierzcie wszystko w ręce Najwyższego, który was stworzył. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”
Jeśli ktoś do tej pory był niedzielnym katolikiem, i teraz
odchodzi od kościoła i nie odczuwa żadnego braku, to nie będzie chciał wrócić
do Kościoła. „Przecież jakość mojego życia się nie pogorszyła. Nie
doświadczyłem żadnej straty”. Jeśli „chodzenie do kościoła” tych ludzi nie
budowało, nie podnosiło, nie ożywiało, nie mają za czym tęsknić. Bolesne, ale
prawdziwe. Pandemia okazała się papierkiem lakmusowym naszej religijności… ks Krzysztof Kralka, GN
21.03
Dlaczego? Bo zauważyli,
że nie przychodzą od kilku miesięcy na niedzielne Msze i właściwie… niczego im
nie brakuje. Nic się nie zmieniło. Nie mają za czym tęsknić, a żaden grom z
jasnego nieba jakoś nie spada. Ich dotychczasowe „chodzenie na Msze” nie
zmieniało życia, nie miało wpływu na jego jakość, więc było niepotrzebne.
Straszne… Przetrwa jedynie Kościół, który głosi Ewangelię zdolną przemienić
życie. GN 21.03

Tak… jeśli zatrzymają
się na klerykalnej wizji Kościoła, którą widzą na co dzień. Ta wizja jest nie
do obrony. Upadnie chrześcijaństwo, które będzie zależało tylko od księży,
które marginalizuje rolę świeckich i nie daje im odpowiedzialności i prawa do
głoszenia Jezusa. W skansenie skończą te części Kościoła, które funkcjonują,
jakby przeniosły się w czasie i są nie z tej epoki. Nie będzie miał racji bytu
Kościół, który nie zna współczesnego człowieka, języka, kultury, zamknięty w
getcie swoich tradycji (pisanych oczywiście małą literą), broniący jak twierdzy
instytucji. Skończy się chrześcijaństwo bezradne wobec współczesności, a
przetrwa to, które umie ją ewangelizować. Rozmawiałem o tym niedawno z jednym z
biskupów. Najistotniejsze jest pytanie: czy twoje zaangażowanie w Kościele
poprawia jakość życia? Nie tylko duchowego… Dlaczego do Jezusa lgnęli ludzie?
Szedł, „dobrze czyniąc i uzdrawiając”, karmiąc, podnosząc na duchu, a biedni,
przeczołgani przez grzech ludzie doświadczali przy Nim poprawy jakości życia. Byli
uwalniani z lęku, odchodzili nasyceni. Ich życie radykalnie się zmieniało.
Jeśli ludzie nie znajdą tego w Kościele, odejdą…ks Krzysztof Kralka, GN 21.03
Niektórzy starają się
budować autorytet na demonizowaniu tego, co budzi niepokój. Słyszymy mówiących
o prostych receptach na uzdrowienie Kościoła. Część idzie niestety w tę stronę:
porusza skrajne, sensacyjne tematy, przyciągając odbiorców, którzy zazwyczaj są
nieuformowani i sami odnajdują w sobie ogromne pokłady lęku. Słuchają tych,
którzy te lęki kanalizują, wskazują palcami na ich rzekome źródła. Najłatwiej
oczywiście szukać ich poza sobą. „To oni są winni!”. Tymczasem Jezus chce nas
uwolnić od lęku, a nie uczyć zrzucania odpowiedzialności na innych. W Nim mamy
zwycięstwo. Stoimy na podium. Miłość usuwa lęk. Szukanie dziury w całym i bycie
przesadnie podejrzliwym nie jest drogą do zbawienia. GN 21.03
Jest źle, ponieważ gwałtownie spadają odsetki młodych
ludzi praktykujących regularnie, a jednocześnie szybko rosną odsetki młodych w
ogóle niepraktykujących. Z danych z 2018 r. wynika, że w kategorii wiekowej 18–24
lata praktykuje mniej niż 45 proc., a w ogóle nie praktykuje więcej niż 20
proc. Jednak w pokoleniu najmłodszych sekularyzacja wewnątrzgeneracyjna
przebiega bardzo dynamicznie. Kiedy zaczynaliśmy ich badać w wieku 18 lat, to
więcej niż 55 proc. deklarowało, że regularnie uczestniczy w praktykach
religijnych, a po ośmiu latach już tylko 35 proc. składało taką deklarację. W
ciągu ośmiu lat różnica wyniosła więcej niż 20 proc. Gdyby taki trend się
utrzymał, to kolejne pokolenia w znacznym stopniu odchodziłyby z Kościoła.
Już w 2018 r. w pięciu największych miastach w Polsce połowa uczniów
ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych w ogóle nie praktykowała. Prof.
Mirosława Grabowska