wtorek, 16 czerwca 2026

Prymas Tysiąclecia niczego nie chciał dla siebie


 Prymas bardzo lubił wyjeżdżać w góry. – W czasie wakacji jego wielką radością były rozmowy z góralami. Często podchodził do dzieci, błogosławił je. Rozdawał im cukierki, a potem chodził i zbierał papierki – uśmiecha się Anna Rastawicka. Przypomina sobie, że kardynałowi bliskie były sprawy rolników. Znał się na rolnictwie. Chodząc po górach, zatrzymywał się czasami przy kopkach siana i z upodobaniem wdychał ich zapach.
Żył w prawdziwym ubóstwie, które było prostą konsekwencją całkowitego oddania się na służbę Bogu w Kościele. – Był człowiekiem niewymagającym. Gdy od Polonii amerykańskiej dostał elegancki samochód, przekazał go do Sekretariatu Episkopatu dla zagranicznych gości. Mówił: „Ja bym się wstydził takim samochodem podjechać na wizytację do wiejskiej parafii”. Jak pamiętam, miał jeden samochód, który dostał od Polonii brytyjskiej i nim całymi latami jeździł – opowiada pani Anna. Pamięta też, że prymas bronił się przed wystawnymi przyjęciami. – Prosił siostry zakonne i proboszczów, żeby tego nie było, bo jest bieda, bo nie ma pieniędzy. Niczego nie chciał dla siebie – zapewnia. 
Osoby z otoczenia kardynała Wyszyńskiego dostrzegały, że był to człowiek wolny od ziemskich przywiązań. kardynał Wyszyński nie widział potrzeby zaopatrywania się we wciąż nowe rzeczy. – Przez te wszystkie lata, kiedy pracowałam na Miodowej, nic nie zmienił w wystroju domu. Nie pamiętam, żeby choć jeden mebel przybył. Naprawdę niczego nie chciał dla siebie 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz