poniedziałek, 24 października 2016

Tchnienie Ducha Świętego



Co stało się w sobotę 15.10 na Jasnej Górze? Czy rozumiemy, w czym uczestniczyliśmy, korząc się przed Najświętszym Sakramentem w wielkiej monstrancji i wyznając niezliczone grzechy osobiste i wspólnotowe? Nowy powiew Ducha Świętego przeszedł przez Polskę. Narodowa Wielka Pokuta była potężną modlitwą o przebaczenie naszych win, zdrad, niewierności, o skruszenie murów zła nad Polską. Padliśmy na kolana przed Panem Bogiem w Trójcy Świętej Jedynym, by błagać Go o pomoc w zerwaniu z grzechem i nawrócenie – każdego z nas, każdej wspólnoty, całego Narodu, państwa. Taka ekspiacja, taki żal i szczere postanowienie poprawy zmienią bieg historii. Żyjemy w czasie wielkiej duchowej konfrontacji. W 1976 r. podczas Kongresu Eucharystycznego w Filadelfii w USA metropolita krakowski proroczo powiedział: „Oto dziś stoimy w obliczu największej konfrontacji, jaką kiedykolwiek przeżyła ludzkość. Nie przypuszczam, żeby szerokie kręgi społeczeństwa amerykańskiego ani najszersze kręgi wspólnot chrześcijańskich zdawały sobie z tego w pełni sprawę. Stoimy w obliczu ostatecznej konfrontacji między Kościołem a anty-Kościołem, Ewangelią a jej zaprzeczeniem. Ta konfrontacja została wpisana w plany Bożej Opatrzności. Jest to czas próby, w który musi wejść cały Kościół, a polski Kościół w szczególności. Jest to próba nie tylko naszego Narodu i Kościoła. Jest to w pewnym sensie test na dwutysiącletnią kulturę i cywilizację chrześcijańską ze wszystkimi jej konsekwencjami: ludzką godnością, prawami osoby, prawami społeczeństw i narodów”. Wielka Pokuta to odpowiedź Polaków, że chcemy wziąć udział w walce duchowej, bezkompromisowo wybierając Jezusa i Jego królestwo.
Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w-polsce/168473,tchnienie-ducha-swietego.html



niedziela, 23 października 2016

Pycha niełatwa do wykrycia



Współczesny faryzeusz mógłby modlić się tak: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak ci wszyscy porządni »moherowi« katolicy”.To człowiek, który jest „dufny w siebie, że jest sprawiedliwy, a innymi gardzi”. Trzeba wytropić w sobie faryzeusza, który ma takie ciągoty. Kim gardzę? Lub ujmując rzecz łagodniej: kogo nie cenię, kogo uważam za niegodnego uwagi, czasu, spojrzenia? Dlaczego uważam się za lepszego czy mądrzejszego od niego? Diagnozowanie w sobie pychy jest podstawowym elementem higieny duszy, warunkiem jej zdrowia. Pycha dobrze się maskuje. Ukrywa się czasem pod pozorami pokory i skromności. „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie ” Faryzeusz zaczyna swoją modlitwę od porównywania siebie z innymi. Tak dobiera „tło”, żeby wypaść lepiej od niego. A potem wylicza zasługi. Przy powierzchownej interpretacji można dojść do wniosku, że Panu Bogu nie zależy na tym, żebyśmy przestrzegali Jego zakazów i nakazów, pościli, dawali jałmużnę. Pycha ma duże zdolności do mutacji, dopasowuje się do poglądów swej ofiary. Współczesny faryzeusz mógłby modlić się tak: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak ci wszyscy porządni »moherowi« katolicy, co to latają do kościoła, słuchają katolickiej rozgłośni i chcą kobiety po aborcji zamykać do więzienia. Słucham swojego sumienia i dlatego nie dbam o przepisy, nawet Kościoła, idę na marsz wspierający wolny wybór, wspieram ochronę zagrożonych gatunków zwierząt i modlę się w lesie, bo wiem, że Ty jesteś wszędzie”. Przesada? Niekoniecznie.

Czy jednym ze współczesnych obliczy pychy nie jest przekonanie, że każdy człowiek powinien słuchać siebie, żyć w zgodzie ze sobą, bo przecież „każdy ma swoją prawdę”, swoje sumienie?
Ostrze tej przypowieści wymierzone jest w zadufanych w sobie i pogardzających innymi.

Święta mała Tereska była gorliwą zakonnicą. Pościła, słuchała przełożonych zakonnych, wypełniała skrupulatnie regułę zakonną. Modliła się tak: „Pod wieczór życia stanę przed Tobą z pustymi rękoma, bo nie proszę Cię, Panie, byś liczył moje uczynki. Wszelka nasza sprawiedliwość jest skażona w Twoich oczach. Pragnę więc przyodziać się Twoją własną Sprawiedliwością i jako dar Twojej Miłości otrzymać wieczne posiadanie Ciebie samego”. Pokora, która idzie w parze z wiernością Bożemu prawu.
„Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”. Można wywyższać się z powodu doskonałego wypełniania przykazań. Można wywyższać się z powodu ich lekceważenia w imię wolności swojego sumienia. Obie te postawy wymagają nawrócenia. Pokora jest fundamentem wszelkich cnót. Własna doskonałość nie jest celem ostatecznym. Celem jest Bóg, który daje nam swoją doskonałość, gdy my robimy dla Niego miejsce w sobie. I nie mylimy własnych chorych ambicji z ambicjami Boga.


ks. Tomasz Jaklewicz Gość Niedzielny 43/2016