czwartek, 6 czerwca 2019

Odkryć nasze człowieczeństwo


Upośledzenie jest źródłem cierpienia, które może przysłonić całą resztę osoby. Często, kiedy patrzy się na osoby z upośledzeniem, widzi się tylko ich niepełnosprawność. Patrzy się na nie ze smutkiem, czasem nawet z litością. A tymczasem są to przede wszystkim osoby istniejące w całej pełni, które podobnie jak każdy z nas potrzebują odczuwać, że są źródłem radości, potrzebują, by inni cieszyli się i świętowali z ich powodu. Tylko wtedy, kiedy nasze słabości zostaną przyjęte i zaakceptowane jako integralna część naszego człowieczeństwa, negatywny i zniekształcony obraz nas samych może ulec przemianie.

środa, 5 czerwca 2019

Słabość siłą

"Ukrywamy swoją słabość, tworząc wokół siebie mur. A tylko akceptacja słabości, przyjęcie samych siebie takich, jakimi jesteśmy, może nas otworzyć na relacje z innymi ludźmi i doprowadzić do wewnętrznego uzdrowienia". Jean Vanier

wtorek, 4 czerwca 2019

Jak sprawić, aby zranione serce mogło na powrót dawać impuls do wszelkich ludzkich działań?


"Kiedy w Ewangelii Jezus poucza nas, że powinniśmy na powrót stać się jak dzieci, objawia nam najbardziej głęboki, najbardziej boski element ludzkiej istoty. Za tymi murami, za którymi chronimy się wskutek odniesionych w przeszłości ran, bije czyste i niewinne serce dziecka, będące siedzibą łaski Bożej. Serce zdolne do przyjmowania miłości i obdarzania nią, do życia w komunii z innym człowiekiem i z Bogiem. Serce, z którego wypływa źródło życia bijące dla innych ludzi. Jak jednak sprawić, aby to zranione serce mogło na powrót, zgodnie z Bożym zamysłem, dawać impuls do wszelkich ludzkich działań? Do tego niezbędna jest łaska Boża". Jean Vanier

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Błędy, które krytykujemy u innych są naszymi słabościami

"W istocie rzeczy, musimy stać się świadomi naszej własnej słabości, braku dojrzałości i wewnętrznego ubóstwa. Zapewne są to sprawy, na które nie chcemy w ogóle spojrzeć. Błędy i słabości, które krytykujemy u innych, są często naszymi słabościami, z którymi nie chcemy się skonfrontować. Ci, którzy krytykują innych i wspólnotę, szukając jej idealnej postaci, często uciekają przed swoimi własnymi wadami i słabościami. Odmawiają akceptacji własnemu uczuciu rozczarowania, swojej własnej ranie". Jean Vanier

niedziela, 2 czerwca 2019

Ważne myśli Jeana Vaniera

We wtorek w nocy 7 maja zmarł w Paryżu Jean Vanier, twórca wspólnot l’ Arche i Wiara i Światło, znany filozof, pisarz, przyjaciel osób niepełnosprawnych, jeden z najbardziej znanych współczesnych świadków Chrystusa. Oto jedna z  jego myśli: "Miłość to nie tylko radość w chwili spotkania, lecz także wola podtrzymywania drugiego, niesienie go na rękach i udzielanie mu pomocy w chwili próby. Miłość to posługa i dobro w życiu codziennym".

sobota, 1 czerwca 2019

Tęcza wyuzdania


Umieszczanie gejowskiej tęczy na wizerunku Matki Bożej będącej symbolem czystości, jest bulwersującą prowokacją środowiska promującego wyuzdanie.. Przez wieki była ona symbolem przymierza Boga i człowieka. Jednak w dobie rewolucji seksualnej została wykorzystana przez Gilberta Bakera, który w 1978 r. zaprojektował tęczową flagę jako symbol ruchu na rzecz równouprawnienia osób LGBT. Tęcza gejowska historycznie i jako symbol nie ma nic wspólnego z tęczą biblijną. Dlatego twierdzenie, że tęcza gejowska jest tożsama z biblijną, bo np. występuje na obrazach religijnych, jest fałszywe.  Jednak tym razem ruch gejowski przekroczył kolejną granicę. Otóż jedna z jego aktywistek porozwieszała m.in. na murach kościoła w Płocku, koszach na śmieci i przenośnych toaletach plakaty i naklejki z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej, na którym Maryja ma aureolę w kolorach tęczy gejowskiej. Akt ten wywołał oburzenie wielu środowisk, ostrą reakcje policji, dyskusję polityczną o wolności wyrażania opinii, prawach ludzi wierzących, sprawą zainteresowały się zagraniczne media. Ze strony środowisk gejowskich pojawia się oto interpretacja, że przecież tęcza jest symbolem miłości, a Bóg kocha ludzi, także gejów. W konsekwencji jeśli ktoś jest przeciwko LGBT, formułuje krytyczne sądy o zachowaniach tego środowiska, jest złym chrześcijaninem. Po „ubraniu” Matki Bożej w gejowską tęczę także ona ma się stać działaczką ruchu LGBT, ale przecież Matka Boża symbolizuje to wszystko, co jest absolutnym zaprzeczeniem zachowań LGBT. Z jednej strony mamy osobę poczętą bez grzechu pierworodnego, wolną od jakiegokolwiek grzechu osobistego, dziewicę, symbol czystości w każdej sferze ludzkiej egzystencji, także płciowej. Z drugiej środowisko, które za normę i moralnie dopuszczalne uważa wszelkie zachowania seksualne, od odbywających się w związkach pozamałżeńskich, homoseksualnych, na porządku dziennym traktujące zdrady małżonków, zachęcające do częstych zmian partnerów seksualnych czy jednoczesnych związków wielu osób (tzw. poliamoria), po aborcję czy możliwość wyboru płci. Wszystkie tego rodzaju zachowania z perspektywy etyki i antropologii katolickiej są nie do zaakceptowania i traktowane jako wyuzdanie i rozwiązłość. Próby czynienia z Matki Bożej patronki ruchu, który je promuje i walczy o uznanie ich za normę, słusznie bulwersuje większość Polaków. Myślę, że ta próba „przedefiniowania” Matki Bożej się nie powiedzie, a wprost przeciwnie. Arogancja tego zabiegu przyniesie skutek odwrotny. Pobudzi do refleksji nad moralnym aspektem działalności środowisk LGBT i kłamstwie o ludzkiej naturze, jaką próbują narzucić. Bogumił Łoziński. GN 9.05.19

Grzech pozostanie grzechem


Zachwyca mnie dynamizm pierwotnego Kościoła. Odwaga, z jaką apostołowie wychodzili do tłumu, mówiąc bez zbędnego owijania w bawełnę: „To WY zabiliście Jezusa, ale Bóg Go wskrzesił z martwych”. Przecież groziło to śmiercią lub trwałym kalectwem! A ostatnie słowa Szczepana? „Twardego karku i opornych serc i uszu! Wy zawsze sprzeciwiacie się Duchowi Świętemu. Jak ojcowie wasi, tak i wy!”. Nie dziwię się, że agresorzy zatykali uszy.   Słowo „miło” odmieniane jest dziś przez wszystkie przypadki. Tyle, że Duch Święty przekonuje świat          „o grzechu i o prawdzie”. A i jedno, i drugie nie należy do przyjemności.
Fascynuje mnie delikatność, z jaką Jezus rozmawiał z grzesznikami. Dialogu z Samarytanką nie rozpoczynał od słów: „Ty taka owaka, żyjesz w grzechu”, a siedzącemu na gałęzi Zacheuszowi nie zapowiedział: „Przyjdę do ciebie na kolację, jeśli połowę majątku rozdasz ubogim, a tym, których skrzywdziłeś, zwrócisz poczwórnie”. Lgnął do grzeszników. Do tego stopnia, że mawiano o Nim: „to żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników” (Mt 11, 19). A przecież w nazywaniu grzechu po imieniu był jednoznaczny! Nie stosował żadnej taryfy ulgowej. Kiedy trzeba wołał: „plemię żmijowe”. Bo to, proszę państwa, się nie wyklucza! Co więcej: to właśnie jest miłość. „Miłość” znaczy daleko więcej niż „tolerancja”, a sama tolerancja nie oznacza bezrefleksyjnego akceptowania wszystkiego, co głoszą trybuny tego świata. Grzech pozostanie grzechem, niezależnie od opakowania i dorabiania łzawej ideologii o społecznym wykluczeniu.