Jeszcze nigdy w historii ludzie nie mieli dostępu do tak ogromnej ilości informacji – i jednocześnie tak niewielu różnorodnych perspektyw. Paradoks epoki cyfrowej polega na tym, że żyjąc w oceanie treści, dryfujemy w małych, wygodnych zatoczkach, z których rzadko kiedy wypływamy dalej. W Polsce widać to szczególnie wyraźnie: społeczeństwo coraz bardziej przypomina mozaikę oddzielnych plemion, a każde z nich odbiera świat przez inny filtr. A gdzieś w tle działają algorytmy – niewidzialni architekci naszych codziennych wyborów. Jedynym celem algorytmu jest zatrzymać nas jak najdłużej. Dlatego podsuwa treści podobne do tych, które już wcześniej polubiliśmy, obejrzeliśmy, komentowaliśmy. Każdy dostaje swoją własną rzeczywistość – pozornie obiektywną, w istocie szytą na miarę. Najboleśniej widać to w rodzinach. Ojciec ogląda jeden kanał na YouTube, syna karmi inny algorytm, matce pojawiają się powiadomienia o czymś jeszcze innym. Wszyscy żyją pod jednym dachem, ale w trzech różnych opowieściach o Polsce, świecie, dobru i zagrożeniach. Nic więc dziwnego, że przy wspólnym stole pojawia się napięcie. Każdy jest przekonany, że „wszyscy” w internecie podzielają jego zdanie, nie wiedząc, że ci „wszyscy” to starannie dobrana grupa eksperymentu, którego nieświadomie jesteśmy częścią.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz