piątek, 31 stycznia 2020

Tu chodzi o niepodległość Polski

Od tego, czy będziemy konsekwentni w sprawach uporządkowania sądownictwa, zależy nasza niepodległość. Jeśli ulegniemy, to praktycznie we wszystkich możliwych aspektach, nawet tam, gdzie traktaty unijne nic na dany temat nie mówią. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej może stwierdzić nawet, że polski rząd funkcjonuje w ramach Rady Europejskiej, w związku z czym jest organem podlegającym Unii, a co za tym idzie Trybunał w Luksemburgu ma prawo orzekać o ważności wyborów w Polsce. Jeśli nie postawimy tamy, jeśli pozwolimy sobie wejść na głowę, to będą za nas decydować. Dlatego absolutnie Polska musi stanąć do konfrontacji w sprawach reform sądownictwa i musi ją wygrać, nie wolno się nam cofnąć ani o krok. Jeśli ulegniemy, to możemy się pożegnać z suwerennością. Żaden poważny, szanujący się kraj nie pozwoli sobie na to. Brytyjczycy w imię własnej suwerenności zdecydowali się wyjść z szeregów Unii Europejskiej, we Francji jest nie do pomyślenia, żeby ktoś zajmował się ich wewnętrznymi sprawami, dlatego wyroków unijnego Trybunału Sprawiedliwości nie respektują, podobnie jak ostatnio w Hiszpanii. My w Polsce, w wymiarze sądowniczym, mamy układy targowickie i to trzeba zmienić i wygrać, bo inaczej coraz bardziej staje przed nami powtórka z końcówki XVIII wieku.  Prof. Mieczysław Ryba     
Artykuł opublikowany na stronie: 
https://naszdziennik.pl/polska-kraj/216735,niepodleglosc-nie-ma-ceny.html

środa, 29 stycznia 2020

Orędzie Matki Bożej z 25 stycznia 2020 r. dla Mariji


Drogie dzieci! Dziś wzywam was, abyście jeszcze więcej się modlili dopóki w waszym sercu nie odczujecie świętości przebaczenia. W rodzinach musi być świętość, ponieważ dzieci, bez miłości i świętości nie ma przyszłości dla świata, bo wy dajecie siebie w świętości i radości Bogu Stworzycielowi, który was kocha niezmierną miłością. Dlatego posyła mnie wam. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.

wtorek, 28 stycznia 2020

Podręczniki dla urzędników o tematyce gender w Hiszpanii


W Aragonii, w ramach Programu na rzecz Równości, lokalny rząd socjalisty Javiera Lambany zamówił opracowanie dla swoich 50 tys. urzędników specjalnego podręcznika pt. „Język inkluzywny z perspektywą gender”. Zgodnie z dokumentem celem jest propagowanie języka inkluzywnego w redagowaniu pism urzędowych poprzez stosowanie wyrażeń i konstrukcji gramatycznych „z perspektywą gender” i unikanie rodzaju męskiego oraz innych form uznanych za błędne. „Wszyscy Aragończycy i wszystkie Aragonki mają utożsamiać się z pismami urzędowymi” – czytamy w wyjaśnieniach. Teraz pracownicy administracji państwowej powinni zwracać się do obywateli, pomijając rodzaj męski, a określone słowa i wyrażenia zastępować innymi. Zwłaszcza słowo „mężczyzna” (po hiszp. także: „człowiek”) nie jest dobrze widziane w języku inkluzywnym, gdyż „odnosi się do płci męskiej”, jest „seksistowskie” i „pozbawione większej ambiwalencji”. Zamiast tego podręcznik proponuje stosowanie takich słów, jak: „osoba”, „ludzie” czy „gatunek ludzi”. Słowo „kobieta” jest natomiast dopuszczalne. „Chłopczyk” (nino) i „dziewczynka” (nina), w odniesieniu do dzieci, także są słowami nieodpowiednimi ze względu na ich konotację „seksistowską”. W zamian powinno się mówić: „criatura” – słowo mające kilka znaczeń, jak: płód lub niemowlę, istota albo stworzenie.  Zamiast „synów” i „córek”, powinno być „potomstwo”. Zamiast „profesor” czy „profesorka” „ciało akademickie”. Jeżeli urzędnik zwraca się z przemówieniem do szerszej publiczności, powinien stosować rozdzielenie rodzaju męskiego i żeńskiego i w sposób zamienny odwoływać się np. do „pracowników i pracownic”, „towarzyszek i towarzyszy”, „delegatów i delegatek”. W formularzach administracyjnych, rubryki „pan” i „pani” mają zostać zastąpione słowami: „ imię” i „nazwisko”. Podręcznik zawiera tabele z setkami przykładów „błędnych”, a także „prawidłowych” terminów, których powinni nauczyć się urzędnicy państwowi. PAP

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Co tam, panie, w podręcznikach?

Przez trzydzieści lat po 1989 r. nie dorobiliśmy się modelu kształcenia i wychowania na miarę naszych oczekiwań. Zmieniają się ekipy rządzące, a przestarzały model, rodem z głębokiego PRL, nadal trwa i ma się całkiem dobrze. Klasowe podejście, kultywowane przez Związek Nauczycielstwa Polskiego (powinien być imienia Wandy Wasilewskiej), zasklepiło sprawy wychowania i nauczania narzucone przed dziesiątkami lat. Do tego biurokratyczna struktura: Ministerstwo Edukacji Narodowej jako bezwładny moloch, kuratoria, wydziały oświaty w samorządach. Ale najważniejsze są programy nauczania, a w konsekwencji podręczniki, narzucane wraz z zawartymi w nich treściami. Mądry i dobry nauczyciel z tym wszystkim sobie poradzi, ale komu się chce i w imię czego? Nagród za takie podejście spodziewać się nie może, już prędzej spotkają go szykany. Mamy zatem to, co mamy, czyli po prostu strach się bać. Zacznijmy od podstawowej sprawy, czyli przyjętego systemu wartości. Otóż takiego nie ma! A skoro tak, to równolegle mogą funkcjonować podejścia całkowicie sprzeczne, przy czym tzw. po(d)stęp jest aktywny i wymagający, a olbrzymia większość jest bierna i na ogół milczy, dając się wodzić za nos. Ponad cztery wieki temu hetman Jan Zamoyski, który tak wielką rolę odegrał w naszych dziejach i walnie przyczynił się do świetności I Rzeczypospolitej Polskiej, napisał prorocze słowa: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. A kogo dziś wychowujemy, na jakich wzorach i do czego te roczniki będą zdolne, poza konsumpcją najbardziej prymitywnych wzorców z mediów społecznościowych, odruchami stadnymi i uczestnictwem w paradach? Leszek Żebrowski
Artykuł opublikowany na stronie: https://naszdziennik.pl/mysl/215898,co-tam-panie-w-podrecznikach-komuna-trzyma-sie-mocno.html

niedziela, 26 stycznia 2020

Zagadka śląskiej medycyny


Trzy lata po ślubie kobietę dopadła ciężka choroba. Okazało się, że to bardzo rzadki nowotwór tkanki nabłonkowej i łącznej, a do tego miastenia, choroba powodująca małą odporność mięśni szkieletowych na najmniejszy nawet wysiłek. Doszło jeszcze kilka innych chorób, a także autoimmunoagresja, wyrażająca się tym, że organizm zabija własne komórki.  Już po pierwszych cyklach chemioterapii, do których doszło w 2001 r., lekarze powiedzieli, że leczenie spowodowało u niej trwałą bezpłodność. Dodali, że ma jajniki jak staruszka. Dla 28-letniej dziewczyny i jej męża to był dramat. Wiosną 2009 r  lekarz spojrzał na jej wyniki i oniemiał. Okazało się, że parametry krwi pacjentki są wzorcowe. Z medycznego punktu widzenia to nie powinno mieć miejsca. Zdumiony lekarz oświadczył „będziecie rodzicami”. Małżonkowie zdecydowanie odrzucili propozycję aborcji. Mieli pół godziny na podjęcie decyzji, czy dla dobra dziecka przerwać trwającą już chemioterapię. Gabriela zdecydowała, że ją wstrzymuje. W tej sytuacji prawie nikt nie wierzył, że dziecko, które rośnie pod jej sercem, będzie zdrowe. Według optymistycznej wersji po porodzie kobieta miała trafić pod respirator i pozostać do niego podłączona do końca życia. Wersja pesymistyczna zakładała, że Gabriela po prostu umrze. Dzięki pomocy świetnych lekarzy na świat przyszła maleńka Klara. Okazała się całkowicie zdrowa. – Nasz profesor, wspaniały ciepły człowiek, nazywa Klarę „zagadką całej śląskiej medycyny”. W ciągu 18 lat leczenia Gabriela przeszła aż 36 cyklów chemioterapii, prawdopodobnie najwięcej na świecie. Wszystkie zastosowane dotąd metody leczenia opierały się jednak na utrzymaniu jej przy życiu i łagodzeniu objawów choroby. – Teraz, po 18 latach walki, pojawiła się nowa nadzieja w postaci terapii komórkami macierzystymi. GN 17.01.2020

sobota, 25 stycznia 2020

Zagrożone wartości

Wydawałoby się, że czas pokoju powinien sprzyjać też rozwojowi duchowemu, poprawie międzyludzkich relacji, powstawaniu wielkich dzieł literackich. Okazuje się, że tak nie jest, że właśnie trudne, pełne zagrożeń czasy, a nie dostatnie, sprzyjają stawianiu pytań o sens życia. Dostatek i spokój, brak problemów z zapewnieniem codziennego przeżycia sprzyjają spłyconej wizji ludzkiej egzystencji. Myśl ludzka, literatura i sztuka coraz bardziej oddalają się od rzeczywistości, błądzą wśród wymyślonych przez siebie, w gruncie rzeczy nieistotnych problemów. Świat wartości ma coraz mniejsze znaczenie. Na pierwszym planie umieszcza się sprawy o obiektywnie mniejszej wadze, jak na przykład upodobania kulinarne czy seksualne. Po nadaniu im priorytetowej rangi przez usłużne media próbuje się używać ich jako narzędzi do zmiany świata, do walki z religią. Problemy ludzkiego życia się omija, wartość życia człowieka umieszcza na równi z życiem zwierząt i roślin, z dużą łatwością wydaje się decyzje o pozbawieniu życia niewinnych, bezbronnych ludzi na początku i u kresu ich życia. Osobowego Boga usiłuje się zastąpić pojęciem „matki Ziemi”. O śmierci się nie mówi, jakby nie istniała. Gdy ktoś umiera, często nie towarzyszy temu wydarzeniu troska osób bliskich o jego czy jej wieczne zbawienie, od modlitwy ważniejszy jest pośmiertny makijaż. Do rangi najwyższej wartości podnosi się zmiany klimatu na ziemi. Cierpienia mordowanego w łonie matki dziecka pomija się, pochylając się nad cierpieniami zwierząt. Czy potrzebna jest wojna, byśmy zaczęli na co dzień zastanawiać się nad prawdziwym sensem ludzkiej egzystencji i kruchością ludzkiego życia? Prof. Bogdan Chazan
Artykuł opublikowany na stronie: 
https://naszdziennik.pl/polska-kraj/216589,a-pokoj-na-ziemi.html

piątek, 24 stycznia 2020

Atak na wykładowcę

Władze Uniwersytetu Śląskiego wszczęły postępowanie dyscyplinarne wobec naukowca broniącego prawdy o małżeństwie i rodzinie. Przeciwko prof. Ewie Budzyńskiej, socjolog rodziny, do władz uczelni wystąpiła grupa studentów. Twierdzili, że przekazywała informacje niezgodne ze współczesną wiedzą naukową oraz promowała poglądy radykalno-katolickie. Młodych ludzi oburzyła prawda płynąca z ust prof. Budzyńskiej, że w fazie prenatalnej mamy do czynienia z człowiekiem oraz że wyniki badań wskazują na negatywny wpływ posyłania dzieci do żłobków na ich rozwój, a przede wszystkim podanie przez wykładowcę definicji rodziny jako podstawowej i naturalnej komórki społeczeństwa opartej na związku kobiety i mężczyzny. Zarzuty odnosiły się także do informacji o wynikach badań dotyczących skutków wychowywania dzieci przez związki homoseksualne. – Trwa postępowanie dyscyplinarne w tej sprawie. Socjolog uznała wniosek o jej ukaranie za przejaw cenzury, dlatego postanowiła zakończyć współpracę z uniwersytetem po 28 latach nienagannej pracy. W ocenie prof. KUL Przemysława Czarnka, prawnika i posła PiS, to bezprawna cenzura. – Jest to kolejny przejaw radykalnego łamania wolności nauki, wolności akademickiej – ocenia prof. Czarnek. *
Artykuł opublikowany na stronie: 
https://naszdziennik.pl/polska-kraj/216628,atak-na-wykladowce.html