Cierpią latami, nie korzystając z pomocy. Tymczasem – jak w prawie każdej chorobie – im szybciej rozpocznie się leczenie, tym jest ono skuteczniejsze. Osoby, które zdecydowały się podjąć leczenie, po czasie żałują, że tak długo zwlekały i zmarnowały mnóstwo czasu, męcząc się z objawami, które dają się opanować za pomocą leków i psychoterapii. „Uśmiechnięta depresja” niesie za sobą większe ryzyko podjęcia prób samobójczych. Wynika to po części z braku świadomości choroby – pacjent obwinia się, że jest słaby, beznadziejny, że zaniedbuje swoje obowiązki, nie zdając sobie sprawy, że są to objawy depresji, a nie jego osobista odpowiedzialność. Przytłoczony słabością może targnąć się na swoje życie. Zdarza się, że osoby chore uciekają w nadaktywność – biorą na siebie kolejne zadania w pracy lub szukają zagłuszaczy: ciągle zajmują czymś głowę, uciekają w internet czy pustą rozrywkę, żeby tylko nie dopuścić do siebie depresyjnych myśli i emocji. Ich funkcjonowanie opiera się na ucieczce od siebie, bo kontakt z własnymi przeżyciami jest zbyt trudny. Otoczenie postrzega je jako zaradne, aktywne, chętnie podejmujące się nowych zadań, zrzucając na karb zmęczenia pojawiające się czasem mniej lub bardziej czytelne komunikaty o złym samopoczuciu czy kiepskim stanie psychicznym. GN 27.12.24

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz