piątek, 2 maja 2025

Nie ma cierpienia bez winy

 


W Talmudzie czytamy: „Nie ma śmierci bez grzechu i nie ma cierpienia bez winy” oraz „Chory nie będzie uwolniony ze swej choroby, dopóki nie będą mu odpuszczone jego grzechy”. Używany przez ewangelistów grecki czasownik sodzein oznacza „uzdrowić” i „zbawić”. Obydwie rzeczywistości nierozerwalnie wiążą się ze sobą. Zbawieni w niebie przecież nie chorują (Ap 21,4). Ostatecznie jednak w nauczaniu Jezus podważył tezę, jakoby każda dolegliwość była karą za grzechy popełnione przez chorego. Gdy w niedzielę zmartwychwstania zjawił się w Wieczerniku, udzielił apostołom – kilka dni wcześniej konsekrowanym na kapłanów – władzy absolucji: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20,22-23).  Emocje są neutralne moralnie, i nie ma w tym nic złego. To raczej naturalny odruch. Nie powinienem jednak odpowiadać złem za zło. Nie powinienem szukać zemsty czy odwetu. Grzechy ciężkie, które nazywamy także śmiertelnymi, decyzją samego Chrystusa winny być jednak wyznane Bogu przed kapłanem, zgodnie z Jezusowym poleceniem: „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone”. Człowiek nie ma żadnej władzy nad Bogiem, jeśli jednak jest ważnie wyświęconym kapłanem, dokładnie wie, kiedy może udzielić rozgrzeszenia, a kiedy nie. Wie to od samego Jezusa, którego nauczanie w tej kwestii zostało streszczone między innymi w pięciu warunkach dobrej spowiedzi. Ks prof. Mariusz Rosik (Marcin Jakimowicz, GN 14/25)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz