Świętość nie wynika z łaski, tylko z odpowiedzi na nią. Mówią niektórzy, że
Maryja miała łatwo, bo od razu była święta – czyli, by tak rzec, dostała fory
na starcie. Hola, hola. Nie dlatego czcimy Maryję, że jest niepokalana. Ewa też
była. Obie nie były obciążone grzechem pierworodnym. Różnica polega na tym, że
Maryja uwierzyła słowu Boga, a Ewa słowu diabła. Jakie tam „Maryja miała
łatwo”. Miała dużo trudniej niż Ewa, bo choć niepokalana, to funkcjonowała w
skalanym świecie. Ewy w Raju nic nie przestraszało. Jej posłuszeństwo Bogu nie
pociągało za sobą żadnych groźnych konsekwencji. A Maryja, owszem, przyjmując
poczęcie Dziecka bez udziału mężczyzny, musiała wiedzieć, że nikt w to nie
uwierzy. To zaś, bez Bożej interwencji, musiałoby skutkować wielkimi
nieprzyjemnościami, z ukamienowaniem włącznie. To zupełnie inny rodzaj pokusy
od tej, którą miała Ewa. Maryja przetrwała czas grozy, bo uwierzyła, że spełnią
się słowa powiedziane Jej od Pana. Zaufała, że skoro Bóg zaczął, to dokończy,
wbrew możliwym kalkulacjom i niezależnie od wszelkich niemożliwości. Łaska nie
jest powodem do chwały, tak jak nie ma się co chwalić kredytem, choćby
największym. Im więcej talentów, tym większe zobowiązanie do ich pomnożenia.
Nie było zasługą Maryi poczęcie bez grzechu pierworodnego, nie były Jej zasługą
zwiastowanie i wszystkie inne łaski. Świętość Maryi polega na zaufaniu, jakie
okazała Bogu w odpowiedzi na te łaski. Była wierna niezależnie od tego, co się
działo, a działy się rzeczy wspaniałe i straszne. W chwilach radości i gdy
miecz przenikał Jej duszę – była wierna. A przecież nie musiała. Maryja była wolna,
mogła więc powiedzieć Bogu „nie”. Mogła zgrzeszyć tak, jak i Ewa mogła. Ale,
choć miała duchowy status Ewy, zachowała się zupełnie inaczej niż pierwsza
matka. Zaufała – słowo klucz. Dlatego zachowała duszę nieskalaną, i stała się
drugą Ewą i naszą prawdziwą Matką. Franciszek Kucharczyk, GN 49/2017
niedziela, 17 grudnia 2017
Maryja jest niepokalana. Ewa też była
Świętość nie wynika z łaski, tylko z odpowiedzi na nią. Mówią niektórzy, że
Maryja miała łatwo, bo od razu była święta – czyli, by tak rzec, dostała fory
na starcie. Hola, hola. Nie dlatego czcimy Maryję, że jest niepokalana. Ewa też
była. Obie nie były obciążone grzechem pierworodnym. Różnica polega na tym, że
Maryja uwierzyła słowu Boga, a Ewa słowu diabła. Jakie tam „Maryja miała
łatwo”. Miała dużo trudniej niż Ewa, bo choć niepokalana, to funkcjonowała w
skalanym świecie. Ewy w Raju nic nie przestraszało. Jej posłuszeństwo Bogu nie
pociągało za sobą żadnych groźnych konsekwencji. A Maryja, owszem, przyjmując
poczęcie Dziecka bez udziału mężczyzny, musiała wiedzieć, że nikt w to nie
uwierzy. To zaś, bez Bożej interwencji, musiałoby skutkować wielkimi
nieprzyjemnościami, z ukamienowaniem włącznie. To zupełnie inny rodzaj pokusy
od tej, którą miała Ewa. Maryja przetrwała czas grozy, bo uwierzyła, że spełnią
się słowa powiedziane Jej od Pana. Zaufała, że skoro Bóg zaczął, to dokończy,
wbrew możliwym kalkulacjom i niezależnie od wszelkich niemożliwości. Łaska nie
jest powodem do chwały, tak jak nie ma się co chwalić kredytem, choćby
największym. Im więcej talentów, tym większe zobowiązanie do ich pomnożenia.
Nie było zasługą Maryi poczęcie bez grzechu pierworodnego, nie były Jej zasługą
zwiastowanie i wszystkie inne łaski. Świętość Maryi polega na zaufaniu, jakie
okazała Bogu w odpowiedzi na te łaski. Była wierna niezależnie od tego, co się
działo, a działy się rzeczy wspaniałe i straszne. W chwilach radości i gdy
miecz przenikał Jej duszę – była wierna. A przecież nie musiała. Maryja była wolna,
mogła więc powiedzieć Bogu „nie”. Mogła zgrzeszyć tak, jak i Ewa mogła. Ale,
choć miała duchowy status Ewy, zachowała się zupełnie inaczej niż pierwsza
matka. Zaufała – słowo klucz. Dlatego zachowała duszę nieskalaną, i stała się
drugą Ewą i naszą prawdziwą Matką. Franciszek Kucharczyk, GN 49/2017
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz