Sytuacja
na Bliskim Wschodzie niestety wciąż niepokoi. Straszy wizja opustoszałych,
zniszczonych kościołów, w których nie ma już chrześcijan, bo ich wypędzono lub
wymordowano. Odczuwamy wciąż efekt tsunami zła, które przeszło przez cały
Bliski Wschód, czyli Iran, Irak, Syrię, a także Liban. Dotyczy to również
sporej liczby chrześcijan z Egiptu. Na początku XX wieku na Bliskim Wschodzie
chrześcijanie stanowili około 20 proc. mieszkańców, a w tej chwili jest ich
około 4,5 proc. Zmieniła się tam atmosfera. Pojawiło się zjawisko
nieakceptowania chrześcijan czy wręcz wrogiego do nich nastawienia.
Chrześcijanie przestali być buforem między różnymi ugrupowaniami w łonie
islamu. Sam islam przeżywa głęboki kryzys, być może najsilniejszy od swojego
powstania. Między islamskimi ugrupowaniami trwa walka na śmierć i życie. Islam
stał się niezwykle wojujący i nie dopuszcza do dialogu, nawet wewnętrznego.
Afrykańskie przysłowie mówi: „Gdzie dwa słonie walczą, tam trawa cierpi”. I tak
to wygląda na Bliskim Wschodzie. Zwalczające się islamskie ugrupowania
powodują, że mniejszości religijne strasznie cierpią. Czarna wizja jest
niestety realna. Byłem w Aleppo, gdy jeszcze trwały tam walki. Tamtejsi
chrześcijanie pytali z trwogą, czy nie czeka ich los chrześcijan w Turcji.
Przypomnę, że w 1915 roku 23 proc. mieszkańców Turcji było chrześcijanami,
teraz jest ich 0,2 proc. I większość z nich jest pozbawiona praw
przysługujących mniejszościom religijnym. Są tolerowani, uznani za obywateli
tureckich, ale Kościół nie jest akceptowany jako instytucja. Więc
bliskowschodnia powtórka z tego, co stało się w Turcji, jest prawdopodobna. W
Iraku przed amerykańską inwazją w 2003 roku żyło ok. 1,5 miliona chrześcijan,
dziś zostało 250 tysięcy. Ta „reszta Izraela” chce zostać, ale musimy jej pomóc.
Ks. Andrzej Halemba, GN 50/17poniedziałek, 25 grudnia 2017
Tsunami zła
Sytuacja
na Bliskim Wschodzie niestety wciąż niepokoi. Straszy wizja opustoszałych,
zniszczonych kościołów, w których nie ma już chrześcijan, bo ich wypędzono lub
wymordowano. Odczuwamy wciąż efekt tsunami zła, które przeszło przez cały
Bliski Wschód, czyli Iran, Irak, Syrię, a także Liban. Dotyczy to również
sporej liczby chrześcijan z Egiptu. Na początku XX wieku na Bliskim Wschodzie
chrześcijanie stanowili około 20 proc. mieszkańców, a w tej chwili jest ich
około 4,5 proc. Zmieniła się tam atmosfera. Pojawiło się zjawisko
nieakceptowania chrześcijan czy wręcz wrogiego do nich nastawienia.
Chrześcijanie przestali być buforem między różnymi ugrupowaniami w łonie
islamu. Sam islam przeżywa głęboki kryzys, być może najsilniejszy od swojego
powstania. Między islamskimi ugrupowaniami trwa walka na śmierć i życie. Islam
stał się niezwykle wojujący i nie dopuszcza do dialogu, nawet wewnętrznego.
Afrykańskie przysłowie mówi: „Gdzie dwa słonie walczą, tam trawa cierpi”. I tak
to wygląda na Bliskim Wschodzie. Zwalczające się islamskie ugrupowania
powodują, że mniejszości religijne strasznie cierpią. Czarna wizja jest
niestety realna. Byłem w Aleppo, gdy jeszcze trwały tam walki. Tamtejsi
chrześcijanie pytali z trwogą, czy nie czeka ich los chrześcijan w Turcji.
Przypomnę, że w 1915 roku 23 proc. mieszkańców Turcji było chrześcijanami,
teraz jest ich 0,2 proc. I większość z nich jest pozbawiona praw
przysługujących mniejszościom religijnym. Są tolerowani, uznani za obywateli
tureckich, ale Kościół nie jest akceptowany jako instytucja. Więc
bliskowschodnia powtórka z tego, co stało się w Turcji, jest prawdopodobna. W
Iraku przed amerykańską inwazją w 2003 roku żyło ok. 1,5 miliona chrześcijan,
dziś zostało 250 tysięcy. Ta „reszta Izraela” chce zostać, ale musimy jej pomóc.
Ks. Andrzej Halemba, GN 50/17
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz